Fizykon.org - strona główna   | O witrynie |O autorze witryny | kontakt z autorem |

 

Przedostatnie wiadomości, czyli różne komentarze 
czyli "taka sobie" fizykonowa pisanina

Komentarze, felietony - archiwum
Polityka, obyczaje | Etyka, filozofia | Biznes, prawo | Edukacja | Gospodarka | Media | Inne | Nauka, technika, informatyka

 

Dydaktyka jest jak dyplomacja

Przyszła mi do głowy sentencja na temat dydaktyki. Jest ona dość prosta - w moim przekonaniu:

Dobra dydaktyka jest jak dobra dyplomacja - w obu przypadkach trzeba tak formułować myśli, aby w przyszłości nie pojawiła się bolesna konieczność wycofywania z nich.

Teraz krótko skomentuję.

Oczywiste chyba jest, że wycofywanie się z wcześniejszych deklaracji jest kłopotem. Szczególnie jeśli przy czymś mocno obstawaliśmy. Wychodzimy wtedy na osobę chwiejną, taką która nie wie czego właściwie chce. Dodatkowo często zdarza się tak, że nasze słowa wywołały już pewne skutki - jakieś działania ludzi, jakieś twory ich twórczości niosą piętno tamtych zdań. Teraz trzeba to wszystko odkręcić - czyli prześledzić, gdzie błąd mógł spowodować skutek, a potem jakoś ów skutek (jeśli wystąpił i jest zły) naprawić. W dyplomacji jest to szczególnie ważne - tam źle użyte słowo może zastopować ważny kontrakt, zasugerować zmianę sojuszy, na koniec nawet wywołać wojnę. Dlatego dyplomata waży słowa tak bardzo, jak tylko to się da.

Nauczyciel zwykle nie ma aż tak poważnej roli jak dyplomata. Mówi do mniejszej grupy - zwykle młodych - ludzi. Potem zawsze może się tłumaczyć, że "źle go zrozumiały", ze "chodziło o coś innego". Ale jeśli ciągle musi się tak tłumaczyć, jeśli wciąż okazuje się, że słuchacze "opatrznie" interpretują jego słowa, to powstaje uzasadnione podejrzenie, ze po prostu nie umie uczyć. I pewnie rzeczywiście najczęściej w takiej sytuacji nie umie uczyć.

 

Na czym polega dobre nauczanie?

Odpowiedź nie jest trudna - chodzi o jasne sformułowanie jakiejś dziedziny wiedzy. Ale czym jest owa "jasność" sformułowań?

- Jak głębiej poszukamy w myślach, to pewnie dojdziemy do wniosku, że chodzi o to, aby słuchacz, odbiorca nie pomylił jednego znaczenia terminu z innym, aby powstające w jego głowie wyobrażenie nie sięgnęła za daleko - do mylnych skojarzeń. Dobry nauczyciel używa właściwych słów, dzięki czemu wiadomo co ma do przekazania.

Dlatego naprawdę dobre nauczanie to sztuka! Tak, to bardziej sztuka niż rzemiosło. Język oferuje często wiele synonimów jednego pojęcia. Można powiedzieć: dom, domostwo, budynek, siedziba i pewnie jeszcze parę innych słów o podobnym znaczeniu. Ktoś słabo operujący słowem pomyśli, że to wszystko jedno. A jednak nie. Słowa mają swoje dość ścisłe konteksty i nie wszystko do wszystkiego pasuje - powiemy i zrozumiemy sformułowanie "dom rodzinny", ale raczej już "budynek rodzinny" wywołałby wrażenie satyryczne sugerujące jakąś formę ironii. I tak jest z niemal każdym pojęciem i każdym synonimem. Dobry nauczyciel wyczuwa, zna różnice w użyciu słów i stosuje je w sposób ograniczający możliwość pomylenia. Później nie będzie musiał poprawiać błędów, które wynikły z wcześniejszych złych sformułowań.

A to nie koniec niuansów. Każdy uczeń, każda klasa uczniów jest jakoś tam różna - czy pod kątem poziomu startowego, czy mentalności, czy umiejętności skupienia się. Dobry nauczyciel rozpoznaje te różnice i dostosowuje swoją strategię do pracy pod kątem najlepszego efektu - z tymi konkretnie ludźmi, jakich przyszło mu nauczać.

Oczywiście dobre nauczanie bazuje też na właściwym przemyśleniu przekazywanej wiedzy. Ale tu nie wystarczy być noblistą, aby dobrze nauczyć. Geniusze są klasą sami dla siebie. Wielu z nich (przykład: Issak Newton) było kiepskimi dydaktykami. Jest tak, gdy ktoś zbyt silnie wejdzie w świat własnych myśli i wyobrażeń - świat tak bogaty, skomplikowany, że praktycznie nie do przekazania większości słuchaczy. Dobre nauczycielskie przemyślenie wiedzy polega nie tylko na uświadomieniu sobie wzajemnych zależności cegiełek materiału, ale ustaleniu najlepszej hierarchii ich przyjmowania, rozumienia. Dlatego to dydaktycy nieraz długo debatują, czy lepiej najpierw uczyć tabliczki mnożenia, czy też rachunku zbiorów. To faktycznie ma znaczenie, bo na różnych etapach rozwoju dzieci i młodzież mają znacząco różne możliwości przyjmowania wiedzy. Np. bardzo małe dzieci mają duży problem z umiejscowieniem sobie w głowie pojęcia ilości - ten sam kawałek plasteliny traktują raz jako większy, a potem znowu mniejszy, jeśli na ich oczach ktoś nadaje mu inny kształt - rozklepując, czy zlepiając w zwartą bryłkę. Pewne mechanizmy umysłu kształtują się dopiero od pewnego wieku, czasem także wraz ze zdobytym doświadczeniem. I to dobry nauczyciel bierze pod uwagę.

 

Na czym polega złe nauczanie?

Złe nauczanie, to tworzenie mętliku w głowie ucznia. Kiepski nauczyciel mówi raz to, raz co innego, choć sam sobie z tego nie zdaje sprawy. Po czym poznamy złego nauczyciela?

- M.in. po tym, że wszyscy mu są ciągle coś winni. W rzeczywistości to on jest ośrodkiem owej "winy", bo wygenerował tak wielką masę błędnych interpretacji, że teraz wciąż musi walczyć o odwracanie tego, co sam nabroił.

Zły nauczyciel w gruncie rzeczy boi się konfrontacji z prawdą o nim, o jego nauczaniu. I musi ciągle ukrywać się ze swoją ignorancją. Zwykle albo to wie, albo tylko przeczuwa, ale efekt jest ten sam - nadmiar agresji, ciągłe zabiegania o "szacunek", bo ten ostatni daje "podstawę" do zwalania problemów z komunikacją na tę drugą stronę.

 

Zła edukacja jest jak chybiona droga inwestycja, dobra edukacja, to lepsza przyszłość

Dzisiaj mamy kapitalizm. Liczą się koszty. Wszyscy wszystko chcieliby taniej. Najlepiej całkiem darmo. I pewnie dobrze, że nie szastamy pieniędzmi. Ale są obszary, w których z oszczędnościami trzeba ostrożnie. Nauczenie się czegoś po prostu źle, myląco może mieć skutki katastrofalne. Źle nauczony architekt może spowodować katastrofę budowlaną, niekompetentny lekarz, źle rozpoznający choroby, czy podejmujący błędne leczenie może skrócić życie wielu osób. Często tego nie doceniamy, często wydaje nam się, że to co tylko w umyśle, daje się zawsze łatwo skorygować. A czasem właśnie to jest skorygować najtrudniej.

Warto byłoby dziś spojrzeć na edukację jako na główny obszar inwestycji w Kraju. Szkoda, że wciąż tam mała jest tego świadomość. Dobrze nauczeni i wychowani ludzie popełnią w życiu mniej błędów, mniej wywołają szkód. Szkód, za które zwykle płaci większa grupa ludzi. Głupek, który spowoduje szkodę i tak nie będzie w stanie odpracować zasądzonego odszkodowania. I tak zapłacą głównie inni. Bo on jest głupek i nie wie, jak coś robić, a tylko inni to wiedzą. Więc lepiej byłoby, aby głupek od początku nie był głupkiem - czyli najpierw nie zrobił tej szkody, a później inni nie musieli jej naprawiać. Mądrzejsi ludzie nie dadzą się omamić szarlatanom i politycznym cwaniakom - w konsekwencji wybiorą lepszych przedstawicieli do parlamentu i rządu. A dalej, właśnie dzięki temu, decyzje podejmowane na wysokim szczeblu zapewnią lepszy rozwój następnym pokoleniom.

Tu trzeba więcej solidarności. Forsowanie konkurencji w edukacji rzadko daje dobre rezultaty. Ma swoją dobrą stronę, dopóki nie przekraczamy granic zabawy, gry. Jednak konkurencja ma tę negatywną stronę, że nie tylko wydźwiga zwycięzców, ale  jakże często pogrąża pokonanych. A tu nie o to chodzi. Nie o to chodzi, aby mieć na swojej ulicy, w swoim mieście, czy kraju pięciu geniuszy i bandę głupoli. Bo w gromadzie tępaków żaden geniusz nic nie zdziała, co najwyżej dostanie kiedyś po głowie, "za to że się wymądrza". Z głupolami jako sąsiadami trudno jest żyć, z idiotą, który przyszedł naprawić kran, też strach coś załatwiać, dogadywać się, bo i tak źle nas zrozumie. W edukacji lepiej ograniczyć współzawodnictwo, na korzyść podźwignięcia jak największej ilości ludzi na pewien minimalny poziom. Na pierwszą linię działania powinny być wystawione takie metody, które wszystkim dadzą szansę.

Warto zainwestować w powszechną dobrą edukację - trochę dla innych, ale i dla siebie, bo to jest ta szczególnie wyróżniająca się dziedzina, w której dając więcej od siebie, tym więcej otrzymamy od innych ludzi. Bo oni będą w stanie dać na to, dobre, co odpowiednie.

 

Nowe czasy dają nowe szanse

Wydaje się, że pod względem edukacji stoimy w obliczu nowej epoki. Niespotykany nigdy w historii ludzkości rozwój komunikacji, utrwalania wiedzy, środków audiowizualnych, internetu spowodował, ze pewne rzeczy raz wykonane, mogą służyć wielu, mogą zmieniać świadomość milionów ludzi. Dlatego - jak nigdy do tej pory - ważne jest, aby do głosu doszły najlepsze wzorce, aby najlepsi ludzie podzielii się swoją wiedzą umiejętnościami. Dzięki temu mądrość, wiedza doświadczenie, jednego człowieka da przełożenie o niewyobrażalnej skali. Wciąż jeszcze chyba nie wystarczająco świat z tego korzysta.

 

 

Michał Dyszyński
Dodano do serwisu 8 grudnia 2012

 

Podobne w tym serwisie:

Kto w szkołach dręczy uczniów?